...czyli siła reklamy dzisiejszego świata.
![]() |
Bohaterką jest Rachel - kobieta, która swoje w życiu przeszła. Poznajemy ją w momencie, kiedy jest już niemal na dnie. Upija się każdego dnia, czasami z tego powodu nie pamięta niektórych momentów ze swojego życia; mimo swojego wieku mieszka ze swoją koleżanką; jest po brutalnym rozstaniu z mężem, który zostawił ją dla innej kobiety. W moim odczuciu ta postać jest istnym obrazem nędzy, rozpaczy i wypompowania z życia, przedstawionym we współczesnym świecie. Mimo to, mimo iż jest bohaterką odrzucającą, obrzydzającą i jestem pewna, że gdybym spotkała ją w pociągu, pijącą poranne wino, nie chciałabym jej bliżej poznać, to poczułam do niej największą sympatię. Właśnie to trzeba docenić w tej książce - niebanalnie zarysowaną postać, która niektórych może naprawdę irytować, bo jest przedstawiona jako życiowa ofiara, ale da się do niej przywyknąć i naprawdę ją polubić, a przy tym nie jest to sympatia z czystego współczucia. Innymi bohaterami nawet nie będę się "zajmować", bo po prostu nie znalazłam w nich nic interesującego. Chyba, że taki był zamysł autorki, żeby Rachel grała pierwsze skrzypce, a reszta "obsady" nie była w ogóle istotna.
Sama fabuła książki nie byłaby do końca taka tragiczna, gdyby nie fakt, że była po prostu nudna, a nie ma nic gorszego w dziełach tego typu. Odbiera to całą radość z czytania, a przede wszystkim całą ciekawość tego, co znajduje się na następnej stronie. Jest to najsłabsza strona "Dziewczyny z pociągu" - jej przewidywalność, brak praktycznie akcji, która chociażby napędzała tę książkę. Jest jednak coś gorszego, coś za co ta pozycja trafia na mają osobistą listę "Rozczarowań roku", a mianowicie tragiczne zakończenie. O ile można wybaczyć autorce to, że komuś rzeczywiście może się jakaś powieść dłużyć i być nużąca na samym początku (albo niemal do samego końca), bo wychodzę z takiego założenia, że każdej historii trzeba dać szansę, aby się rozwinęła; ale nie mogę przejść obojętnie obok tego, że już w połowie książki wiedziałam kto zabił. Dla mnie jest to nie do przyjęcia w książkach tego typu. Nie chciałabym zdradzać fabuły, ale jest w tej powieści taki fragment, który ją odsłania niemal w stu procentach.
Moim zdaniem "Dziewczyna z pociągu" autorstwa Pauli Hawkins jest bestsellerem przereklamowanym, za bardzo rozpowszechnionym i nie ma w sobie nic z dobrego thrillera, za jakiego go mają co niektórzy. Jednak polecam po niego sięgnąć, aby samemu się przekonać i wyrobić osobistą opinię, ale ostrzegam - nie spodziewajcie się fajerwerków, bo bardzo się zawiedziecie.
Sara
